Browse By

Ja, kolarz

Przed wyścigiem zawsze jest stres. Ale to takie emocje, które mnie jeszcze bardziej mobilizują. A po naprawdę ciężkiej trasie, przychodzi ból. Bolą nogi, ręce… Wtedy czuję, że żyję.

Czasem znajomi pytają mnie, czemu nie wybrałem dyscypliny, która w przyszłości dałaby mi szansę na naprawdę duże pieniądze. Przecież widzę, jaka jest sytuacja kolarstwa w Polsce. To wiecznie niedofinansowana dyscyplina, najlepsi zawodnicy uciekają do zagranicznych teamów, które płacą nieporównywalnie większe pieniądze. Ale ja tak do tego nie podchodzę. Rower to całe moje życie i gdybym miał pół dnia kopać w piłkę, chybabym zwariował. Gdy jeżdżę, czuję wolność.

Treningów w sumie nigdy nie traktowałem jak nudnego obowiązku. Dla mnie to zawsze wyzwanie. Nawet jeśli wciąż pokonuję te same trasy, za każdym razem czuję się inaczej. Widzę, jak w czasie jazdy reaguje mój organizm i jakie to potrafi być zmienne. Jednego dnia nie mam problemów z wyjazdem pod najbardziej stromy podjazd, żeby kolejnego opadać z sił już przy pierwszej próbie… Ale to jest dobre. Uczę się swojego ciała, wiem, że jeśli wieczorem coś zaniedbam, to odbije się to kolejnego dnia na mojej formie.

Muszę się wysypiać, mam ułożoną konkretną dietę. Osiąganie najlepszych wyników to przede wszystkim praca.

Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu osób kolarstwo to nudny sport. Ale jednocześnie najważniejsze wyścigi, takie jak Tour de France, zawsze ogląda sporo widzów. Myślę że nie chodzi tylko o piękne widoki. Niektórzy po prostu potrafią zauważyć, że kilkugodzinna jazda w upale to pokaz ogromnej siły i determinacji.

Fanów kolarstwa łączy chyba to, że mało wśród nich sezonowców. Jasne, w czasie gdy „nasi” odnoszą sukcesy, osób które nie mają pojęcia o tym sporcie, a bardzo chcą skomentować formę Kwiatkowskiego albo Majki, przybywa. Ja podchodzę do tego z dystansem.

Tak samo, kiedy kilka lat temu wybuchła afera z Lancem Armstrongiem. Poczułem się ogromnie rozczarowany jego postawą, mimo że dopiero zaczynałem traktować kolarstwo bardziej poważnie. Ale to nie znaczy, że zwątpiłem w całą ideą tego sportu. Dla mnie wciąż jest on najpiękniejszy. Kilka nieuczciwych osób nie powinno mieć na to wpływu.

Wbrew pozorom, profesjonalne kolarstwo to sport drużynowy. Sukcesem jest nie tylko pierwsze miejsce, nawet nie podium. Każdy w teamie pełni swoją określoną rolę. Mogę jechać przez pół wyścigu w czołówce, by potem się wycofać. Bo byłem tam tylko po to, by nieco pomóc grupie, w której będzie leader.

O czym teraz marzę? Przede mną kilka ważnych wyścigów. Mam osiemnaście lat, to dobry moment, żeby się pokazać. Na razie jeszcze jestem amatorem. Ale każdy nim kiedyś był.

Jeśli nie wyjdzie mi w kolarstwie, mam trochę alternatyw. Zaczynam studia informatyczne, bo praca przy komputerze jest dobrą przeciwwagą dla roweru. Lubię programować. Kiedy pracuje mózg, ciało może trochę odpocząć.

Na rowerze czuję się czasem zmęczony również psychicznie. Zwłaszcza, kiedy noga nie chodzi tak jak powinna, albo nagle odcina mi prąd. A ja wtedy muszę walczyć przede wszystkim z samym sobą.

Myślę sobie, że to chyba ta walka najbardziej mi się podoba. Konkretne wyniki też są oczywiście ważne. Ale nie na tyle, by obrazić się na rower, kiedy dojeżdżam na metę prawie ostatni.

Najbardziej boję się, że kiedyś porzucę kolarstwo. Prawdziwe życie wciągnie mnie na tyle, że nie będę miał czasu ani siły pojeździć. Wiem jednak, że to zależy tak naprawdę jedynie ode mnie.

Zupełnie tak, jak na trasie.